Miesiąc: Październik 2018

Ewa

Zawisłam w  przestrzeni. Pomiędzy jedną kanapką a drugą. Pomiędzy butelką a pieluchą. Zabrakło mi pary na jakiekolwiek działanie.

To ja. Strzępek kobiety bez marzeń, sił i emocji. Rozciągnięta koszulka i wypchane spodnie dresowe – oto mój uniform od kilku lat. Odruchowo przeciągnęłam dłonią po nieświeżych włosach. Kilka dni temu Leon przykleił mi do włosów gumę. Stwierdził, że nie miał co z nią zrobić. W taki oto sposób oznakował mnie, oflagował potwierdził status samotnej matki, w obronie której, nie stanie żaden groźny ojciec.

Dzieci  robiły ze mną co chciały od zawsze, nigdy sobie z nimi nie radziłam. Odkąd Leszek się wyprowadził, nie radziłam sobie z nimi jeszcze bardziej, jeżeli można powiedzieć, że można nie radzić sobie bardziej. „Ty draniu!” pomyślało mi się i zdałam sobie sprawę, że myśl o Leszku to jedyna obecnie siła, która może mnie pobudzić do działania.

Usłyszałam dziki wrzask…to obudziło mnie na dobre. Klara! Powinna dostać butelkę! Zerwałam się z kanapy, która na kilka chwil stała się dla mnie bezpieczną przystanią i pognałam do kuchni. Gnając tak, uświadomiłam sobie, że przemieszczam się raczej wolno i dziwnym krokiem. Jak marynarz odbijający się od burty, stąpający po śliskim pokładzie w czasie sztormu.

Nie spałam już druga dobę. Nie liczyłam kilkuminutowych drzemek pomiędzy karmieniami, termometrem, praniem pościeli, pojeniem i wszystkim tym, co dzieje się kiedy piątka dzieci zachoruje.

Nie wiem, jaki jest dziś dzień tygodnia. Nie pamiętam kiedy jadłam. Chciałabym łyk piwa…Chciałabym stąd wyjść!

Moje dzieci, cała piątka, złapała rota wirusa i ja chyba też. Zdrowy jest tylko kot, ale jego oczywiście nie interesuje nic, poza jego miską. Zdrajca!  Ale ja się trzymam jakoś, bo ktoś w tym gronie musi się trzymać. Ktoś musi zajmować się tą gromadką. Tak wyszło, że to  na mnie spadł cały ciężar tej opieki, prania, pojenia, podcierania, mycia. Temu trzeba dać leki, tamtemu płyn, temu banana. Ale kocham je wszystkie bardzo mocno, dam radę.

̶  Mamo ciemno mi się robi, słabo mi  ̶  mówi najstarszy, kiedy prowadzę go do łazienki. Sam nie ma siły iść. Mam niewiele więcej sił niż on.

̶  Wiem synku, wiem. To minie, za jakiś czas – pocieszam jego i siebie zarazem i mam nadzieję, że tak będzie. Opieram się o ścianę. Czekam, aż dziecko wstanie z sedesu. Jestem taka zmęczonai wciąż coś trzeba robić. Nawet nie mam czasu zwymiotować. Gdybym tylko miała na to czas. Jasna cholera, Leszek! Wszystko wylądowało by na tobie, gdybym tylko miała na to szansę!

Ania płacze. Pielucha Klary jest przepełniona, Leon chce pić. Marek i Aureliusz  (kto im te imiona wybierał?) wymagają kąpieli. Ja wymagam kąpieli! Wymagam szacunku. I bardzo chce mi się spać…

Marzy mi się spadochron. I sen… I długa, czerwona suknia, z trenem. A niech tam, niech się plącze ten tren. I kasyno. Gram w ruletkę, ktoś rzuca kośćmi, wygrywam ja, zgarniam całą pulę. Jest cudownie. Nic nie muszę.

Frag. opowiadania pt. “Ewa” ze zbioru opowiadań pt. “Imiennik”

Miłość

 

 

Paweł  delikatnie nacisnął klamkę, drzwi ustąpiły. Wszedł do zalanego popołudniowym światłem pokoju. Pod ścianą stało białe, szpitalne łóżko. Zmrużył oczy, poszukał znajomego kształtu. Leżąca na łóżku staruszka uśmiechnęła się do niego.

–  Witaj, Pawełku. Cieszę się, że przyszedłeś. – Wskazała mu miejsce obok siebie. Paweł usiadł. Delikatnie dotknął suchej, pomarszczonej dłoni.

Read More

Iza

– Od dziś zamierzam być szczęśliwą kobietą, u boku najwspanialszego mężczyzny, jakiego znam. Pamiętasz jak to mówiłam? – Iza sięgnęła po butelkę, nalała wina do swojego kieliszka, zamachała butelką przed moim nosem, a potem, odstawiła ją na stół. Podniosła do góry kieliszek, wypełniony płynem w kolorze burgunda. Długo wpatrywała się w barwę wina. Miałam wrażenie, że zawisła wzrokiem nad kieliszkiem, bo jej myśli znalazły się daleko stąd, daleko, od mojego mieszkania.

– No to tak mówiłam. Tak chciałam, ale tak się nie stało. Gwałtownie wstała.
Wino z kieliszka rozchlapało się na jej bluzkę, zdobiąc ją czerwoną plamą. I wtedy  stanął mi przed oczami ten dzień, kiedy Iza poinformowała cały świat o tym, co zamierza zrobić i jak od teraz żyć. Informowanie świata o swoich planach zaczęła ode mnie. To było jakieś pięć miesięcy temu…

***

Zadzwoniła przed siódmą rano, chociaż wiedziała, że ta godzina to dla mnie świt i moje zdolności przyswajania informacji o tej porze są wyjątkowo marne. Widocznie jednak wiadomość, którą chciała mi zakomunikować była na tyle ważna, że wszystko inne nie miało znaczenia.

– Od dziś zamierzam być szczęśliwa kobietą, u boku najwspanialszego mężczyzny na świecie! – Wykrzyczała jednym tchem. Zamarłam.

Oczywiście, że życzyłam jej jak najlepiej, ale po pierwsze, było wcześnie rano, a  po drugie, czerwona lampka zapaliła mi się w głowie.

–  Powiedział żonie? Rozwodzi się? – zapytałam.

– Nie zdążył! Ona przeczytała nasze maile, to suka, widzisz? Chyba myśli, że tajemnica korespondencji jej nie obowiązuje, czy co? No i go wyrzuciła. On właśnie do mnie jedzie. Taksówką, wyobraź sobie. Samochód mu zabrała… ale to nic. Alutka, jaka ja jestem szczęśliwa! Będę go teraz miała i w dzień i w noc.

– No w dzień to chyba nie, bo do pracy chyba musisz chodzić? – Chciałam ją ostudzić, nieco głupawym żartem, chociaż wiedziałam, że Iza w tym stanie euforii nie zrozumie aluzji.

–  Oj tam, czepiasz się. A ja taka szczęśliwa jestem! Będziemy mieszkać razem, razem będziemy robić zakupy, będziemy razem obiady gotować. Może dziecko sobie zrobimy. – Recytowała, jak mała dziewczynka, która robi wyliczankę. –  On będzie się mną opiekował, zabierał na wspaniałe urlopy. – Szarpnęło mną.

– Chyba za twoje pieniądze, co? Przecież on nie pracuje, – wyrwało mi się i natychmiast pożałowałam.

– “Uspokój się” – , nakazałam sobie, – “to nie jest twoja sprawa” – pomyślałam. Może oni sobie teraz ułożą życie po swojemu. On znajdzie pracę, coś przecież chyba umie robić. Po jego rozwodzie wezmą ślub, potem pojawi się dziecko. Iza zawsze marzyła, żeby mieć męża, stabilizację, rodzinę. No to może się jej spełnia właśnie.

–  Alutka, ja wiem, że to tak byle jak wygląda. Ale zobaczysz, ja mam na niego dobry wpływ, on tak mówi, a ja widzę, że to prawda. Pójdzie do pracy przecież. Coś znajdzie, jest dobrym fotografem. Damy radę. –  Iza upajała się swoim przyszłym szczęściem z ogromną pewnością tego, że wydarzy się wszystko to, o czym marzy. A niech jej będzie. Jakoś jej się do tej pory nie udawało, może tym razem będzie inaczej? Zabrakło czasu żeby pogadać dłużej, bo szczęście Izy właśnie nadjechało i Iza musiała się rozłączyć. Mój sen diabli wzięli, udałam się zatem do kuchni, zaparzyłam kawę, i zatopiłam się we wspomnieniach.

Frag. opowiadania pt. “Iza” ze zbioru opowiadań pt. “Imiennik”

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén