Marta miała tylko dwie ręce, którymi starała się zarobić na życie.
Miała też syna oraz niepohamowany apetyt na seks. Może nie tyle na seks, ile na to, co poprzez seks można było załatwić. Nie była samotna, miała partnera. Nie wybrała go wprawdzie, bo to on wybrał ją. Chciał bardzo być częścią jej życia i gotów był z nią zamieszkać, chociaż wszelkie znaki wskazywały, że ten związek nie może się udać. Skoro jednak wybrał ją, a ona nie miała nic przeciwko temu, to wprowadził się do niej — swojego mieszkania nie miał. I dobrze się stało, głównie dla Marty. Niecodziennie przecież się zdarza, że kobieta może mieć mężczyznę na co dzień i na noc. Takiego, który ślepo ufa, gotuje i zajmuje się jej dzieckiem, kiedy ona jest w pracy. Może to nie był szczyt marzeń, ale na przeczekanie mogło być.
Marta pracowała. Na własny rachunek i z dużym zaangażowaniem, wynikającym z potrzeby zabezpieczenia bytu. Lubiła luksusowe ciuszki, luksusowe samochody i luksusowe restauracje.
Była piękną kobietą. Miała niestety zasadniczą wadę, była zbyt emocjonalna. Przy czym emocjonalność Marty polegała na wpadaniu w pasję, jeżeli jej wyobrażenie o świecie, lub sytuacji, w jakiej się znalazła, kładło się w gruzy. Patrzenie Marty na świat odbywało się bowiem, poprzez pryzmat jej własnej osoby. Innym dawała z siebie tyle, ile mogła i tyle, żeby nie bolało, ją.
Można byłoby rzec, że Marta była zimna, ale to tylko pozory! Jeśli się widziało jej łzy, drżące usta, dłonie nerwowo splatające się ze sobą, a wszystko otulone zmysłowym zapachem perfum, to miało się wrażenie, że to kwintesencja kobiecości emocjonalnej rozkwitała nam przed nosem. Marta nie była zimna! Dla siebie.
Z ludźmi żyła zazwyczaj zgodnie. Póki nie wchodzili jej w drogę. Była miła, uśmiechała się życzliwie. Czasem wrzuciła złotówkę do miseczki żebraka, jeżeli nie miała możliwości go ominąć, lub towarzystwo osoby, na której jej zależało, wymuszało taką sytuację. Zawsze starała się, żeby to, co robiła, mogło zostać dobrze ocenione, bo to przecież był kapitał na przyszłość.
Zwierząt nie znosiła. Zostawiały kłaczki na ślicznych sukienkach Marty, chciały być dotykane i ocierały się o nogi. Marta miała wypielęgnowane dłonie i lubiła mieć je czyste. Dotykanie zwierzęcej sierści napawało ją odrazą. Bała się też o swoje pończochy, które powinny zawsze wyglądać nieskazitelnie. Omijała zatem wszystkie domy ze zwierzętami albo deklarowała alergię, jeśli zaproszenia nie udało się uniknąć. Zwierzęta trzymano wtedy daleko od Marty, a ona bezkarnie mogła twierdzić, że są urocze.
Śliczny nosek Marty nie znosił też zapachu potu. Odmawiała wszelkich spotkań na siłowni, wycieczek rowerowych, tudzież gry w tenisa. Miała świadomość, że tenis, to zajęcie uprawiane z przyjemnością przez ludzi zamożnych. Tego akurat nie rozumiała, bo cóż to miało wspólnego z przyjemnością? Zastanawiała się jednak, czy nie byłoby dobrze zakupić rakietę, oraz stosowny do tenisa strój. W krótkich spódniczkach było Marcie do figury, mogła je nosić bez obaw. Grać nie musiała przecież, ale czas na korcie, w celu nawiązywania kontaktów, spędzać mogła.

Frag. opowiadania pt. “Marta” ze zbioru opowiadań pt. “Imiennik”