1.

Jestem zmęczona. Jeszcze 10 minut i odpocznę. Zrzucę buty, zdejmę tę kieckę, nienawidzę jej! Otworzę wino… i zapomnę o pracy. Boli mnie kark, wciąż czuję napięcie w mięśniach. To był trudny klient, ale dałam radę. Jeszcze tylko kilkanaście minut i będę w domu. Napuszczę wody do wanny, jakiś olejek, w tle Bocelli. Rozluźnię się. Może poczytam. Zadzwonię do…Och. Co do cholery ten idiota robi?! Czemu ten pedał tak źle działa, co się dzieje?! O rany…Boże! tylko nie to! Niech mu nic nie będzie! Skąd on się tu wziął…Co to jest? Czemu mam mokrą sukienkę?  Te drobinki? To szyba? Co to za tłum? Skąd wzięli się ci ludzie? Czego chcą? Co się stało? Muszę wysiąść i sprawdzić, co z tamtym facetem? Chyba leży na jezdni. Dlaczego nie mogę ruszyć ręką? Czemu nie mogę się poruszyć? Co tak śmierdzi? Muszę mu pomóc. Jest mi zimno…jest mi bardzo zimno. Wysiądę, muszę sprawdzić, nie mam sił. Jeszcze chwila i zbiorę się. Syrena wyje? Aha, karetka jedzie. Muszę zjechać…muszę…

 

2.

Siedzisz nieruchomo. Starasz się oddychać równo, głęboko. Trzymasz się. Wiesz, że stało się coś złego i starasz się o tym nie myśleć. Wyobrażasz sobie, ze biegniesz po łące. Nie ma cię tu, jesteś tam. Patrzysz w niebo, myślisz tylko o gwiazdach. Jedna, druga, o, tam jest Mars. Robisz sobie wycieczkę. Inna atmosfera tu jest, to dlatego tak brakuje ci tchu, ale za to jest tak pięknie. Wszystko inne jest nieważne… I czujesz dotyk obcej dłoni. Wraca ci świadomość. Już  wiesz, gdzie jesteś. Czujesz bój. To przez chwilę…. Wiesz przecież, że minie, bo ból zawsze mija. Czujesz się marnie. To nic, to nic. Zasypiasz. Nie wolno ci! Pamiętasz z ratownictwa, że nie wolno, ale to jest silniejsze od ciebie. Robisz wdech… Liczysz gwiazdy. Skupiasz się, nie chcesz spać, ale…opuszczasz swoje ciało. Ono zostaje tam, gdzie niedawno byłaś ty. A ty ulatujesz. Jesteś wolna.

3.

Trzymał ją za rękę, tylko tyle mógł zrobić. Ktoś wzywał karetkę, ktoś krzyczał. Miała szeroko otwarte oczy. Była taka młoda, taka śliczna i taka przypadkowa. Wiedział, że czegoś chce. Miała w oczach prośbę. Widział krew na jej sukience i kierownicę wciśniętą nienaturalnie w jej ciało. I widział rowerzystę leżącego na jezdni. To był ułamek sekundy, kiedy ten rower wtargnął na jezdnię. Ona nie mogła nic więcej zrobić, poza tym, co zrobiła, odruchowo. Popatrzył na samochód, w który uderzyła. Zobaczył w nim kierowcę z głową bezwładnie zwisającą na piersi. Odwrócił głowę,  Zobaczył rowerzystę wstającego z ziemi. Patrzył z niedowierzaniem, jak tamten podnosi rower, wsiada i wolno rusza, nabiera rozpędu, znika za zakrętem. Patrzył w martwe oczy ślicznej dziewczyny. Jeszcze klika minut temu był tylko przechodniem. Miał czerwone światło, on i rowerzysta, ale to już przeszłość…To był taki piękny dzień…

Powinien wstać i sprawdzić, co dzieje się z tamtym kierowcą. Nie mógł jednak zostawić jej tu samej. Miała zimne dłonie. Chciałby je rozgrzać. Chciałby cofnąć czas.