Iza

– Od dziś zamierzam być szczęśliwą kobietą, u boku najwspanialszego mężczyzny, jakiego znam. Pamiętasz jak to mówiłam? – Iza sięgnęła po butelkę, nalała wina do swojego kieliszka, zamachała butelką przed moim nosem, a potem, odstawiła ją na stół. Podniosła do góry kieliszek, wypełniony płynem w kolorze burgunda. Długo wpatrywała się w barwę wina. Miałam wrażenie, że zawisła wzrokiem nad kieliszkiem, bo jej myśli znalazły się daleko stąd, daleko, od mojego mieszkania.

– No to tak mówiłam. Tak chciałam, ale tak się nie stało. Gwałtownie wstała.
Wino z kieliszka rozchlapało się na jej bluzkę, zdobiąc ją czerwoną plamą. I wtedy  stanął mi przed oczami ten dzień, kiedy Iza poinformowała cały świat o tym, co zamierza zrobić i jak od teraz żyć. Informowanie świata o swoich planach zaczęła ode mnie. To było jakieś pięć miesięcy temu…

***

Zadzwoniła przed siódmą rano, chociaż wiedziała, że ta godzina to dla mnie świt i moje zdolności przyswajania informacji o tej porze są wyjątkowo marne. Widocznie jednak wiadomość, którą chciała mi zakomunikować była na tyle ważna, że wszystko inne nie miało znaczenia.

– Od dziś zamierzam być szczęśliwa kobietą, u boku najwspanialszego mężczyzny na świecie! – Wykrzyczała jednym tchem. Zamarłam.

Oczywiście, że życzyłam jej jak najlepiej, ale po pierwsze, było wcześnie rano, a  po drugie, czerwona lampka zapaliła mi się w głowie.

–  Powiedział żonie? Rozwodzi się? – zapytałam.

– Nie zdążył! Ona przeczytała nasze maile, to suka, widzisz? Chyba myśli, że tajemnica korespondencji jej nie obowiązuje, czy co? No i go wyrzuciła. On właśnie do mnie jedzie. Taksówką, wyobraź sobie. Samochód mu zabrała… ale to nic. Alutka, jaka ja jestem szczęśliwa! Będę go teraz miała i w dzień i w noc.

– No w dzień to chyba nie, bo do pracy chyba musisz chodzić? – Chciałam ją ostudzić, nieco głupawym żartem, chociaż wiedziałam, że Iza w tym stanie euforii nie zrozumie aluzji.

–  Oj tam, czepiasz się. A ja taka szczęśliwa jestem! Będziemy mieszkać razem, razem będziemy robić zakupy, będziemy razem obiady gotować. Może dziecko sobie zrobimy. – Recytowała, jak mała dziewczynka, która robi wyliczankę. –  On będzie się mną opiekował, zabierał na wspaniałe urlopy. – Szarpnęło mną.

– Chyba za twoje pieniądze, co? Przecież on nie pracuje, – wyrwało mi się i natychmiast pożałowałam.

– “Uspokój się” – , nakazałam sobie, – “to nie jest twoja sprawa” – pomyślałam. Może oni sobie teraz ułożą życie po swojemu. On znajdzie pracę, coś przecież chyba umie robić. Po jego rozwodzie wezmą ślub, potem pojawi się dziecko. Iza zawsze marzyła, żeby mieć męża, stabilizację, rodzinę. No to może się jej spełnia właśnie.

–  Alutka, ja wiem, że to tak byle jak wygląda. Ale zobaczysz, ja mam na niego dobry wpływ, on tak mówi, a ja widzę, że to prawda. Pójdzie do pracy przecież. Coś znajdzie, jest dobrym fotografem. Damy radę. –  Iza upajała się swoim przyszłym szczęściem z ogromną pewnością tego, że wydarzy się wszystko to, o czym marzy. A niech jej będzie. Jakoś jej się do tej pory nie udawało, może tym razem będzie inaczej? Zabrakło czasu żeby pogadać dłużej, bo szczęście Izy właśnie nadjechało i Iza musiała się rozłączyć. Mój sen diabli wzięli, udałam się zatem do kuchni, zaparzyłam kawę, i zatopiłam się we wspomnieniach.

Frag. opowiadania pt. “Iza” ze zbioru opowiadań pt. “Imiennik”

Previous

Czerwone światło

Next

Miłość

1 Comment

  1. Ewa

    Piękne odpowiadanie 🙂

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén