To był piękny, jesienny dzień. Nie co roku zdarza się, że tego dnia świeci słońce, a drzewa stoją w jego promieniach, czerwono złote.

Rozejrzałam się wokół. Prawie na wszystkich grobach płonęły znicze i wszędzie stały kwiaty. Feeria barw zamknięta w płatkach chryzantem, cmentarnych kwiatów, których zapach kojarzył mi się zawsze i wyłącznie z tym miejscem.

Było pięknie i cicho, tylko wiatr poruszał gałęziami drzew i strącał liście ludziom pod stopy, przyozdabiał płyty nagrobne i znicze . Ludzi było sporo, ale w tym miejscu wszyscy zachowywali się cicho. Czasem tylko śmiech obwieszczał, że spotkała się rodzina, która dawno się nie widziała. Był to jednak śmiech subtelny, nie drażniący ucha.

Siedziałam na ławeczce przed grobem dziadków i wspominałam. Po to tu przyszłam, powspominać ich i moje życie z nimi.  Wspominałam babcię i jej „zjesz coś? „ i dziadka – „daj to, naprawię”,. Wspominałam ciepło ich małego domu i radosne chwile, jakie w nim spędziłam. Brakowało mi ich bardzo…

̶  Czy mogę posiedzieć z panią chwilkę? – Mężczyzna nie czekając na odpowiedz, usiadł obok mnie Przesunęłam się lekko. Zimny powiew wstrząsnął mną delikatnie. Chyba wiatr się wzmaga, pomyślałam.

̶  Proszę bardzo, ławka jest spora. Proszę spocząć.  ̶  Zerknęłam na mężczyznę ukradkiem. Siedział mocno wyprostowany. Jego siwe włosy były gładko zaczesane. Ubrany był mimo pory, tylko w garnitur. Patrzył przed siebie. Mogło być mu trochę zimno. Pogoda nie sprzyjała przebywaniu w lekkim garniturze  na cmentarzu. Pomyślałam, że posiedzę jeszcze małą chwilkę i pójdę. Nie chciałam się zrywać gwałtownie, żeby nie sprawić mu przykrości.

̶  Kiedy się poznaliśmy – głos mężczyzny był cichy, szeleszczący. W pierwszych chwili myślałam, że to wiatr szumi.

̶  Mieliśmy oboje po 16 lat. To były pierwsze dni powstania. Ona była taka krucha, taka delikatna. – Mężczyzna mówił w przestrzeń, jakby nie do mnie. Nie śmiałam się ruszyć.

̶  Zachwyciła mnie jej uroda. I odwaga.  Myśmy się wtedy wszyscy bali, ale ona była odważna bardziej. A może tylko chowała swój lęk głęboko. Była sanitariuszką. Pewnie myślała, że jeśli nie będzie widać jej strachu, to i rannym będzie lżej znieść zbliżającą się śmierć – Mówił głosem monotonnym, bez emocji. Czułam, że nie wolno mi teraz wstać i odejść. Nie miałam ochoty na rozmowę, ale czułam, że nie wolno mi go zostawić samego z jego wspomnieniami. Miałam wrażenie, że on musi to wszystko komuś opowiedzieć, właśnie dziś.

̶  Kiedy powstanie się skończyło, wmieszaliśmy się w tłum cywilów. Niemcy pogonili nas w kierunku Pruszkowa. Nie wiem, jakim cudem udało nam się ocaleć. – Zapadła cisza. Zerknęłam na mężczyznę, siedział nadal mocno wyprostowany. Jego mleczne włosy, gładko zaczesane nie poddawały się wiatrowi w ogóle.

̶  Zabrano nas do Auschwitz. To dobrze, że razem. Mogłem się nią nadal opiekować. Niewiele mogłem, ale zdaje się, że samo to, że żyliśmy, dodawało nam sił. I przeżyliśmy to piekło.  –  Światła na grobach paliły się jasno, osłonięte od wiatru szklanymi czarami. Te, które były odkryte, zgasły już dawno. Siedziałam nieporuszona, a on kontynuował.

̶  Kiedy nas wyzwolono, wróciliśmy do Warszawy. Nikt z naszych bliskich nie przeżył, ale my żyliśmy. Znaleźliśmy sobie lokum i jakoś było. Dwa lata później wzięliśmy ślub. Ja poszedłem na studia, ona pracowała w żłobku. Dzieci już wtedy rodziło się dużo, jak to po wojnie. Ktoś musiał się nimi zajmować. Studiowałem i pracowałem. Zbudowaliśmy wtedy dużo domów. W jednym z nich znalazło się dla nas mieszkanie.  ̶  Zadrżałam z zimna. Siedziałam tu już dłuższą chwilę zanim mężczyzna się pojawił. Razem również już siedzieliśmy jakiś czas. Miałam jednak pewność, że nie wstanę, póki on nie skończy mówić. Słuchałam go jak zauroczona.

̶  Dzieci nie mieliśmy. Doktor Mengele postarał się o to, żebyśmy ich nie mieli. Pewnie dlatego ona chciała pracować w żłobku. Nigdy o tym nie mówiła, a ja wiedziałem, że nie należy pytać.  ̶ Popatrzyłam na jego dłonie równo ułożone wzdłuż kantów spodni. Nie miał nawet szalika.

̶  Nie zimno panu? – Zapytałam, ale moje pytanie pozostało bez odpowiedzi. Wyglądał na wiekowego, może miał problem ze słuchem. Postanowiłam więc nie pytać już o nic, tylko posłuchać tego, czym się chce podzielić.

̶  Żyliśmy sobie spokojnie, we dwoje. W świecie były różne zawieruchy, w Polsce się zmieniało, ustrój się zmieniał, ale myśmy trwali przy sobie. – Wiatr wiał coraz mocniej, zrobiła się lekka szarówka. Ludzi było mniej niż przed godziną.

̶  Ona była całym moim życiem, nadzieją i przystanią. Wracałem do niej po wszystko, po siłę, po odpoczynek, po wiarę, po miłość, czasem po przebaczenie. – Wciąż siedział sztywno. Jego pozycja, odkąd usiadł obok mnie, nie zmieniła się w ogóle.

̶  I szukam jej, już od pięciu lat. Nie wiem, gdzie leży. Co roku o tej porze odwiedzam kolejny cmentarz w nadziei, że ją znajdę. Tylko raz w roku, w ten dzień właśnie, mogę wyjść. – Popatrzyłam na niego, wydał mi się dziwnie blady.

̶  Nie był pan na pogrzebie? – zapytałam po dłuższej chwili. Odwrócił się do mnie. Oczy miał zupełnie puste.

̶  Nie, zmarłem kilka lat wcześniej. – Zerwałam się gwałtownie z ławki, na której nie siedział już nikt.