Paweł  delikatnie nacisnął klamkę, drzwi ustąpiły. Wszedł do zalanego popołudniowym światłem pokoju. Pod ścianą stało białe, szpitalne łóżko. Zmrużył oczy, poszukał znajomego kształtu. Leżąca na łóżku staruszka uśmiechnęła się do niego.

–  Witaj, Pawełku. Cieszę się, że przyszedłeś. – Wskazała mu miejsce obok siebie. Paweł usiadł. Delikatnie dotknął suchej, pomarszczonej dłoni.

– Codziennie przecież przychodzę, – uśmiechnął się ciepło. Ogarnęło go wzruszenie. Wiedział, że nie zostało jej zbyt dużo czasu, a miał jej tak dużo do powiedzenia, i dużo jeszcze chciał usłyszeć.

– Masz dla mnie dziś więcej czasu, Pawełku? – usłyszał w jej głosie nadzieję.

– Tak, mam dużo czasu. Zostanę dziś tak długo, aż zaśniesz. – Sięgnął po książkę leżącą na szafce nocnej.

–  Gdzie skończyliśmy? – Szukał właściwiej strony. Od kilku dni czytał jej „Robinsona Crusoe”. Dziś pewnie skończą.

–  Poczekaj Pawełku. Zanim zaczniesz czytać chcę ci powiedzieć, że gdziekolwiek będę, będę za tobą bardzo tęsknić, i cieszę się, że powiedziałeś mi kim jesteś. – Zacisnęła drobne palce na jego dłoni.

– Kocham cię, babciu. Bardzo cię kocham.

Babcia uśmiechnęła się do niego z miłością.

 

***

 

– Tak bardzo cię kocham. – Paweł ujął w dłonie twarz Dominika. Patrzył mu w oczy. Ogarnęła go fala wzruszenia. Dominik był miłością jego życia. Wiedział o tym od jakiegoś czasu. Miał pewność. Chciał spędzać z nim każdą, wolną chwilę. Chciał spędzić z nim życie.

–  Rozmawiałeś z nią? – Dominik delikatnie pogładził go po policzku.

– Nie. To trudna rozmowa, nie wiem jak zacząć. Nie wiem, co powiedzieć. – Paweł przeczesał dłonią włosy. Czuł się źle się z tym, co musiał zrobić. Zgarbił się.

–  Ale musisz, wiesz? Musisz. Bo to dla mnie też trudne, żyć tak w zawieszeniu. Chciałbym, żebyś tu był. Żebyś mnie przytulał, kiedy jest mi źle, i żebym nie musiał się już martwić, że już nie przyjdziesz.  – Dominik miał łzy w oczach, skulił się w sobie. Będzie płakał, pomyślał Paweł. Nie chciał, żeby Dominik płakał. Nie chciał, żeby ktokolwiek płakał przez niego.

–  Kocham cię. Wszystko się ułoży.  –  Uśmiechnął się do Dominika. – Możesz już szykować dla mnie miejsce w szafie. – Powiedział to z całą stanowczością, na jaką go było w tym momencie stać.

 Dominik uśmiechnął się, a uśmiechał się tak pięknie, całym sobą.

 

***

 

–  Nie spisz jeszcze, maleńka? – Zagarnął drobne ciałko i mocno przytulił. Ewa przylgnęła do niego ciasno.

–  Nie śpię tatusiu, jeszcze nie. Czekałam na ciebie. Poczytasz mi? Albo jeszcze lepiej opowiedz mi wymyślankę. – Jego córeczka miała takie zabawne kucyki i ogromne oczy. Uśmiechała się do niego, kręcąc śmiesznie główką. Uwielbiał ją, uwielbiał te jej cudowne, ogromne oczy i tę łatwość z jaką z powagi przechodziła do radości.

–  Opowiem ci, Ewuniu, wymyślankę, jeśli chcesz. Chcesz? O pewnym chłopcu, który się pogubił? – Paweł pomyślał, że może to za wcześnie, a może Ewa zapamięta tę historię i kiedyś zrozumie.

–  Tak! Tak! Tak! O chłopcu, który się pogubił chcę. – Podskakiwała tak zabawnie na jego kolanach, klaszcząc w dłonie.

– To posłuchaj. Był sobie chłopiec, który nie wiedział kim jest. Wszyscy mówili mu „Jesteś mężczyzną, nie maż się, zachowuj się jak mężczyzna, myśl jak facet”, ale on nie wiedział co to znaczy. Starał się być odważny i prawdomówny, ale wciąż czegoś mu brakowało. A potem urodziła mu się córeczka i to był najszczęśliwszy dzień w jego życiu. – Paweł głaskał włosy córki. Twarz mu stężała. Uśmiech znikł.

– I co, i co było dalej, tatusiu? – Mała siedziała spokojnie na jego kolanach, wpatrywała się w jego twarz, jakby wiedziała, że usłyszy coś bardzo ważnego.

– I wtedy pojawił się w życiu tego chłopca inny chłopiec, który pokazał temu zagubionemu, kim on naprawdę jest. Zabrał go do swojego świata, a potem żyli długo i szczęśliwie. – Paweł położył córeczkę do łóżka, przykrył kołdrą i pocałował w czoło.

– A teraz śpij maleńka, kocham cię bardzo. Śpij. – Zamknął za sobą drzwi jej pokoju. Westchnął. Wiedział, że teraz czeka go najważniejsza rozmowa w życiu.

 

***

–  Zasnęła?  – jego żona podniosła wzrok z nad książki. Uśmiechnęła się do niego. Pokój tonął w ciepłym świetle lampy. Mieli bardzo przytulny dom.

– Długo cię nie było, a Ewa bardzo na ciebie czekała. Zrobić ci coś do jedzenia? Mam ciepłą zupę, chciałbyś? – Podniosła się z kanapy.

– Iwona, nie, poczekaj. Porozmawiajmy – musiał przeprowadzić tę rozmowę. Musiał to zrobić dziś, tak postanowił.

– Stało się coś? – Iwona usiadła z powrotem na kanapie. Patrzyła na niego uważnie. Widział, że się spięła. Zawahał się, ale musiał przecież.

– Kocham cię, jesteś moją rodziną – zaczął.

– Wiem, – znów się uśmiechnęła. Jakże on siebie w tej chwili nienawidził. Wiedział, że to co powie, sprawi jej ból.

– Posłuchaj, kocham cię jak mojego największego przyjaciela. Kocham cię bardzo, bo jesteś matką mojej córki, jesteś moją rodziną, ale Iwona, nie kocham cię tak, jak mężczyzna powinien kochać kobietę. Tak cię nie kocham. – Zacisnął dłonie na poręczy fotela. Stało się, pomyślał.

 

– Co ty mówisz, Paweł, opanuj się chłopie. Na dowcipy ci się zebrało? – w jednej chwili posmutniała, zbladła. Jej oczy stały się ogromne. Wiedział, że spodziewa się ciosu.

 

– Jestem gejem, Iwona, i tak, jestem tego pewien. Chciałbym odejść, jeśli pozwolisz…

Zapadła cisza. Widział ogromny ból się w jej oczach. Widział, że błaga, żeby powiedział, że to nie jest prawda.

– Zostań, proszę… To się jakoś poukłada, jakoś to przegadamy. –  Wyciągnęła do niego rękę.

– Ja, Iwona, nie mogę zostać dla ciebie. Mógłbym dla Ewy, ale myślę, że wtedy skrzywdzę ją, ciebie, siebie i tego mężczyznę, którego kocham. I, tego jestem pewien, nigdy nie ucieknę od siebie. -Iwona gwałtownie pochyliła się, wyglądała jakby dostała pięścią w brzuch. Chciałby ją ochronić, ale wiedział, że musi jej powiedzieć wszystko.

– Zadbam o was obie i będę was kochał nadal, ale muszę odejść, bo bardzo pragnę być sobą. Wybacz mi, jeśli umiesz, a jeśli nie umiesz, to trudno… będzie mi źle, ale pogodzę się z tym. – Zapadła cisza. Chciałby ją przytulić, wiedział jednak, że to ostatnia rzecz, jaką wolno mu zrobić.

– Zostań, proszę. – Iwona rozpłakała się. – Kocham cię.