Page 2 of 2

Rekrutacja

–  Co robisz z tym pudełkiem Ninko?Babcia pochyliła się nade mną i przyglądała mi się uważnie.

–  Zdjęcia babciu robię, to mój aparat jest.

To było 30 lat temu. Miałam wtedy 6 lat. Mój ojciec kupił sobie aparat fotograficzny. Był z niego bardzo dumny. Robił nam zdjęcia cały czas, w dzień, w nocy i w każdej sytuacji. Tamtego dnia byliśmy u babci Jadzi. To były jej imieniny, było dużo prezentów, tata robił wszystkim zdjęcia. Zazdrościłam mu. Bardzo chciałam mieć taki aparat, albo chociaż potrzymać przez chwilę to cudo z wielkim okiem i wieloma pokrętłami, ale tata konsekwentnie odmawiał.

–  Za mała jesteś, nie rusz, to drogie jest. Jak podrośniesz to się zobaczy.

Byłam rozczarowana. Rozpłakałam się wtedy żałośnie i uciekłam do kuchni. Na podłodze leżała siatka, pełna porwanego papieru, różnych wstążek, pudełek i pudełeczek. Jedno pudełeczko leżało obok. Było takiej wielkości jak aparat taty. Wzięłam je sobie. Przyłożyłam do oka. Naciskałam wyimaginowany spust, cyk, cyk, kiedy babcia weszła do kuchni i zadała mi pytanie:

 co robisz z tym pudełkiem Ninko?

Postanowiłam wtedy, że kiedy dorosnę zostanę sławnym fotografem. Dlaczego akurat teraz przyszło do mnie to wspomnienie? Nie wspominałam tego momentu nigdy dotąd. Być może zdjęcie, na które właśnie patrzyłam, przypomniało mi tę scenę.

Ze zdjęcia patrzyła  na mnie mała dziewczynka z pudełkiem w dłoni. Niby nic szczególnego, ale to zdjęcie, miało w sobie coś magicznego. Światło padało pod wyjątkowym kątem i rozświetlało twarz, a właściwie oczy dziewczynki. Cała reszta nie była tak ważna. To oczy były bohaterem zdjęcia. Cudne oczy. Dwuwymiarowy obraz ożywał i sprawiał wrażenie, jakby był cząstką wyjętą z prawdziwego świata. To było niesamowite.

Miałam szczęście, że mój tygodnik wysłał mnie, żebym zrobiła fotoreportaż z otwarcia wystawy znanego fotografa, Adama Kordoby. Napawałam teraz duszę obrazami, jakich nigdy nie widziałam. Zdjęcia żyły, poprzez zamkniętą w nich dynamiką. Magiczne światło czyniło z tych fotografii dzieła sztuki. Pozwalało zobaczyć uwiecznione życie w inny sposób. Mówiły do mnie.

Zwykle pierwszego dnia na wystawach jest dość głośno. Ludzie rozmawiają ze sobą, wymieniają uwagi, cieszą się, że się spotkali. Kieliszki delikatnie dzwonią, flesze błyskają, szczęk migawek uzupełnia resztę. Zwykle, bo dziś było inaczej. Ludzi było sporo, delikatny szmer rozmów nie zakłócał oglądania zdjęć. Ludzie przesuwali się, zatrzymywali, zamierali, jak ja…a we mnie rodziło się uczucie, którego jeszcze nie potrafiłam nazwać. Od kilku lat byłam fotografem. Zrobiłam wiele zdjęć, niektóre były wyjątkowo udane, ale takich jak te, które wisiały na ścianach, nie umiałam robić. Chyba nikt inny, poza autorem wystawy nie potrafił robić takich zdjęć. Kim jest ten człowiek, który zamknął chwilę w obrazie w sposób tak wyjątkowy? Jak wygląda, co myśli, co czuje, kiedy naciska guzik spustu? W jaki sposób i o czym rozmawia z człowiekiem, którego fotografuje?

frag. opowiadania pt. “Nina”

Portrecista

Codziennie siedzę przy deptaku. Czytam. Czekam, aż ktoś usiądzie na pustym krzesełku. Sięgam po ołówek i dopiero wtedy patrzę w twarz. Fascynują mnie ludzkie twarze. Dawniej wolałem dłonie, takie zastygłe w geście.
Kiedyś spojrzałem w oczy pewnej kobiety. Były bezbrzeżnie smutne. Błękitne, duże i przerażająco smutne. Niesymetryczne. Cała jej twarz była niesymetryczna. Uniesiona lewa brew, lekko opadająca powieka i leciutko opadający kącik ust. Twarz wydawała się spokojna, ale ta asymetria… Rozumiałem ten smutek, tę beznadziejność. Mogłem jej pomóc. Wiedziałem jak. Kiedy skończyłem rysować z kartki patrzyła na mnie kobieta o regularnych rysach twarzy, z lekkim błyskiem w oku. Taką chciałem ją zapamiętać. Zapytałem, czy zechce mi podać adres. Powiedziałem, że mam pomysł na lepszy portret. Obiecałem, że wyślę. Podała. Za moją pracę policzyłem niewiele. Ot tyle, żeby wystarczyło na chleb i mleko.
Kiedyś, jakaś kobieta posadziła na krzesełku chłopca. To mógł być jej syn. Kilkuletni blondynek, drobny, ładny. Miał małą, ruchliwą twarzyczkę i oczy, w których czaiła się ostrożność. Skąd to wiem? Widziałem już takie oczy kilka razy. Wyciągnąłem do niego rękę, chłopiec skurczył się w sobie, a jego wzrok stał się jeszcze bardziej uważny. Usta mu drżały przez cały czas, kiedy rysowałem. Miałem wrażenie, że się bał. Byłem ciekaw, kto spowodował ten lęk. Poprosiłem o adres. Kolorowy portret jest lepszy niż czarno biały. Obiecałem, że wyślę.
Mówić dalej?

frag. opowiadania pt. “Portrecista”

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén