Weronika

To był dobry czas dla Weroniki, wszyscy tak mówili.

Kilka dni temu urodziła córkę, zdrową, śliczną, maleńką dziewczynkę, która miała wszystko na miejscu. Miała po pięć paluszków u każdej rączki i po pięć u każdej stópki i wyglądała na zupełnie zadowoloną ze swojej sytuacji. Lekarz mówił, że dziewczynka jest wzorcowym noworodkiem, jaki opisany jest w książkach, a cały poród, to też sytuacja zupełnie książkowa. Nie było komplikacji, więc Weronika była szczęśliwa. Trzymała w ramionach skarb, na który czekała wiele lat, bo Weronika miała problem z zajściem w ciążę.

Read More

Marta

 

Marta miała tylko dwie ręce, którymi starała się zarobić na życie.

Miała też syna oraz niepohamowany apetyt na seks. Może nie tyle na seks, ile na to, co poprzez seks można było załatwić. Nie była samotna, miała partnera. Nie wybrała go wprawdzie, bo to on wybrał ją. Chciał bardzo być częścią jej życia i gotów był z nią zamieszkać, chociaż wszelkie znaki wskazywały, że ten związek nie może się udać. Skoro jednak wybrał ją, a ona nie miała nic przeciwko temu, to wprowadził się do niej — swojego mieszkania nie miał. I dobrze się stało, głównie dla Marty. Niecodziennie przecież się zdarza, że kobieta może mieć mężczyznę na co dzień i na noc. Takiego, który ślepo ufa, gotuje i zajmuje się jej dzieckiem, kiedy ona jest w pracy. Może to nie był szczyt marzeń, ale na przeczekanie mogło być.

Read More

Grażyna

Grażyna miała wyjątkowe oczy. Ogromne, błękitne, okolone ciemnymi rzęsami, ale nie to w tych oczach było najpiękniejsze. Najpiękniejsze było spojrzenie, ciepłe, inteligentne, nieco zagadkowe. Oczywiście, jeżeli miało się szczęście to spojrzenie zobaczyć, bo Grażyna umiejętnie ukrywała prawdę. Cała reszta Grażyny była dość przeciętna, ta fizyczna reszta, bo intelekt Grażyna posiadała ponadprzeciętny. Przewyższała chłonnością wielu ludzi, od zawsze, aczkolwiek nie zawsze było to widać.

Wychowana była pierwszorzędnie i jeszcze lepiej wykształcona. Rodzicie dołożyli wszelkich starań, aby Grażyna osiągnęła doskonałe wyniki, w każdej możliwej dziedzinie, jaką mogło przyswoić dziecko, potem nastolatka i wreszcie dorosła panna.

Read More

Listopadowy dzień

To był piękny, jesienny dzień. Nie co roku zdarza się, że tego dnia świeci słońce, a drzewa stoją w jego promieniach, czerwono złote.

Rozejrzałam się wokół. Prawie na wszystkich grobach płonęły znicze i wszędzie stały kwiaty. Feeria barw zamknięta w płatkach chryzantem, cmentarnych kwiatów, których zapach kojarzył mi się zawsze i wyłącznie z tym miejscem.

Było pięknie i cicho, tylko wiatr poruszał gałęziami drzew i strącał liście ludziom pod stopy, przyozdabiał płyty nagrobne i znicze . Ludzi było sporo, ale w tym miejscu wszyscy zachowywali się cicho. Czasem tylko śmiech obwieszczał, że spotkała się rodzina, która dawno się nie widziała. Był to jednak śmiech subtelny, nie drażniący ucha.

Siedziałam na ławeczce przed grobem dziadków i wspominałam. Po to tu przyszłam, powspominać ich i moje życie z nimi.  Wspominałam babcię i jej „zjesz coś? „ i dziadka – „daj to, naprawię”,. Wspominałam ciepło ich małego domu i radosne chwile, jakie w nim spędziłam. Brakowało mi ich bardzo…

Read More

Dziady

Obudziło mnie głośne walenie w szybę. Poderwałam się z łóżka, przestraszona. Przez chwilę zastanawiałam się co mam zrobić? Darek spał w osobnym pokoju, już od lat. Tak było nam wygodniej, ja czytałam do późnych godzin, on zasypiał wcześnie. Ale dziś okazało się że to nie najlepsze rozwiązanie. Co mam zrobić? Co mam zrobić? Zastanawiałam się intensywnie.

Głośne stukanie rozległo się ponownie. Może to sąsiadka? Nikt obcy przecież nie mógł dostać się na teren naszej posesji. Głowna furtka zamknięta, a o bocznej wiedzieli nieliczni. I pies milczy, zna ją przecież, dlatego nie szczeka. Mąż naszej sąsiadki Marioli pewnie jest w trasie, pomyślałam, a oni mają małe dzieci. Może stało się coś złego i ona potrzebuje pomocy? Podbiegłam do oka, szarpnęłam zasłonę i zobaczyłam ją.

Stała w blasku latarni, spokojna i blada. Alicja. Patrzyła mi prosto w oczy. Gęsia skórka na rękach uniosła drobne włoski. Mocno zacisnęłam dłoń na zasłonie, nie wierząc w to co widzę.

̶  Zadzwoń do mojej siostry i powiedz, żeby do mnie przyszła, dam jej adres – mówiła do mnie, ale nie widziałam, żeby poruszała ustami.

̶  Jaki adres? – Zapytałam bezmyślnie, wpatrując się w tę dawno niewidzianą twarz.

̶  Ona będzie wiedziała, zadzwoń do niej,  ̶  I poszła, gubiąc chusteczki higieniczne.

Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek. Była piąta. Najczarniejsza godzina przed świtem. O zaśnięciu nie było mowy. Drżałam. Byłam przerażona. Serce waliło we mnie jak oszalałe. Leżałam dłuższą chwilę zastanawiając się nad tym, co się stało.

Wkrótce zrobiło się jasno i kiedy pierwsze promienie światła wdarły się do pokoju, wreszcie zasnęłam. Dwie godziny później, spotkaliśmy się z Darkiem w kuchni.

̶  Jak minęła noc? – od lat witał mnie tak samo. Nie czułam w tym pytaniu rzeczywistego zainteresowania moim nocnym samopoczuciem – ot zdawkowe powitanie. Zwykła kurtuazja.

̶  Jakoś minęła, tylko koszmar senny miałam i obudziłam się o piątej. – Byłam przekonana, że to co pamiętam, było tylko snem. Nic takiego przecież nie mogło wydarzyć się o piątej rano!

Dzień mi minął jak każdy, od kiedy byłam na emeryturze, na krzątaniu się po domu, drobnych czynnościach, drobnych zakupach i gotowaniu.  Koszmar senny towarzyszył mi przez cały czas, a zapamiętana scena przewijała się w mojej głowie, jak film.

Wieczorem obejrzeliśmy z Darkiem jakiś serial, jeden odcinek, potem drugi. Zmęczeni rozeszliśmy się do własnych sypialni. Kładłam się do łóżka w nadziei na szybki sen. Z przyzwyczajenia sięgnęłam po książkę. Przeczytałam kilka kartek nudnej dość opowieści i powieki mi opadły. Obudziło mnie walenie w okno. Zdrętwiałam. To niemożliwe! – Krzyczało we mnie wszystko. To przecież tylko sen. Zerwałam się, podbiegłam do okna, rozsunęłam zasłony.

I ona tam znów stała. Alicja. Jak wczoraj, w blasku lampy ulicznej. Jeszcze bledsza niż poprzednio. Poczułam jej głos każdą komórką ciała.

̶  Zadzwoń do niej, niech przyjdzie do mnie koniecznie. Dam jej ten adres. – Czym prędzej opuściłam zasłonę. Roztrzęsiona usiadłam na łóżku. Otuliłam się mocno kołdrą, żeby  odgrodzić się od świata rzeczywistego i tego nierzeczywistego. Spojrzałam na zegarek. Była piąta.

̶  Sen Mara, Bóg Wiara. – Tak zawsze mówiła moja mama, kiedy gwałtownie budziłam się ze złego snu, a ona delikatnie głaskała mnie po głowie. Co za cholerny koszmar! Codziennie będzie mi się śniła? Odsunęłam szufladę szafki. Pogrzebałam w niej głęboko. Znalazłam. Paczka papierosów do połowy opróżniona. Nie paliłam od roku. Drżącymi dłońmi wyciągnęłam papierosa i zapalniczkę, którą schowałam niegdyś razem z papierosami. Zapaliłam. Zaciągnęłam się głęboko i poczułam, jak spokój ogarnia moje ciało. Włoski, które podniosły się na moim ciele, opadły. Gęsia skórka zniknęła. Napięcie minęło, ale wciąż byłam spocona ze strachu jak mysz.

Do siódmej wypaliłam jeszcze trzy papierosy. Napiłabym się koniaku, ale alkohol był w innej części domu, a ja bałam się wyjść na ciemny korytarz.

Strach minął, wraz z pojawiającym się słońcem, zostało tylko zmęczenie. O siódmej spotkaliśmy się w kuchni. Po diabła my tak wcześnie wstajemy?

̶  Jak minęła noc? – to samo uprzejme pytanie tym razem przywołało wspomnienie. Znów zobaczyłam ten obraz, który wolałabym zapomnieć. Zrobiło mi się zimno. Wzdrygnęłam się.

̶  Znów koszmary miałam. Chyba dziś wezmę tabletkę na sen. – Nalałam  kawy do kubków, dolałam mleka do obu, mimo ze nie pijam kawy z mlekiem.

̶  Wyglądasz na zmęczoną.  – Darek z troską popatrzył na mnie. Dawno tak na mnie nie patrzył. Nie chciałam mu opowiadać, co mi się śniło. Obraz był tak realistyczny, że nie chciałam już ani go sobie przypominać, ani o nim mówić. Niech zniknie. Niech już mi się nie śni.

Wieczorem połknęłam ziołową tabletkę na sen. Mocniejszych leków się bałam, ale ta też dawała radę. Nudna książka, którą męczyłam od tygodnia, razem z tabletką zadziałała szybko. Nie wiem, kiedy usnęłam.

Obudziłam się, ze świadomością, że coś się dzieje. Wokół panowała ciemność, tylko tarcza zegarka wskazywała piątą. Nie, tylko nie to. I wtedy rozległo się walenie w okno. Zamarłam. Zrobiło mi się zimno a żołądek podszedł do gardła. Uszczypnęłam się. Nie, nie śpię. Walenie rozległo się ponowne. To na pewno Mariola, pomyślałam, no bo kto po nocy… Z taką myślą wstałam. Podeszłam do okna, rozsunęłam zasłony.

Alicja stała w świetle lampy, upiornie blada. Jej twarde spojrzenie wciskało się we mnie. Włosy mi się zjeżyły. To niemożliwe, kołatało mi się w głowie, to jest absolutnie niemożliwe.

̶  Mówiłam ci, zadzwoń do mojej siostry. Powiedz, żeby do mnie przyszła. – Myślałam, że zemdleję, serce waliło mi jak oszalałe, pot spływał stróżką wzdłuż kręgosłupa.

̶  Na cmentarz? – zapytałam. – Przecież do wielu lat nie żyjesz. Obie nie żyjecie.

 Alicja rozpłynęła się we mgle…

 

 

Ewa

Zawisłam w  przestrzeni. Pomiędzy jedną kanapką a drugą. Pomiędzy butelką a pieluchą. Zabrakło mi pary na jakiekolwiek działanie.

To ja. Strzępek kobiety bez marzeń, sił i emocji. Rozciągnięta koszulka i wypchane spodnie dresowe – oto mój uniform od kilku lat. Odruchowo przeciągnęłam dłonią po nieświeżych włosach. Kilka dni temu Leon przykleił mi do włosów gumę. Stwierdził, że nie miał co z nią zrobić. W taki oto sposób oznakował mnie, oflagował potwierdził status samotnej matki, w obronie której, nie stanie żaden groźny ojciec.

Dzieci  robiły ze mną co chciały od zawsze, nigdy sobie z nimi nie radziłam. Odkąd Leszek się wyprowadził, nie radziłam sobie z nimi jeszcze bardziej, jeżeli można powiedzieć, że można nie radzić sobie bardziej. „Ty draniu!” pomyślało mi się i zdałam sobie sprawę, że myśl o Leszku to jedyna obecnie siła, która może mnie

Read More

Miłość

 

 

Paweł  delikatnie nacisnął klamkę, drzwi ustąpiły. Wszedł do zalanego popołudniowym światłem pokoju. Pod ścianą stało białe, szpitalne łóżko. Zmrużył oczy, poszukał znajomego kształtu. Leżąca na łóżku staruszka uśmiechnęła się do niego.

–  Witaj, Pawełku. Cieszę się, że przyszedłeś. – Wskazała mu miejsce obok siebie. Paweł usiadł. Delikatnie dotknął suchej, pomarszczonej dłoni.

Read More

Iza

– Od dziś zamierzam być szczęśliwą kobietą, u boku najwspanialszego mężczyzny, jakiego znam. Pamiętasz jak to mówiłam? – Iza sięgnęła po butelkę, nalała wina do swojego kieliszka, po czym zamachała tą butelką przed moim nosem, a potem, odstawiła ją na stół. Podniosła do góry kieliszek wypełniony płynem w kolorze burgunda. Długo wpatrywała się w barwę wina. Miałam wrażenie, że zawisła wzrokiem nad kieliszkiem, bo jej myśli znalazły się daleko stąd, daleko, od mojego mieszkania .

– No to tak mówiłam. Tak chciałam, ale tak się nie stało. Gwałtownie wstała.
Wino z kieliszka rozchlapało się na jej bluzkę, zdobiąc ją czerwoną plamą.  I wtedy  stanął mi przed oczami ten dzień, kiedy Iza poinformowała cały świat o tym, co zamierza zrobić i jak od teraz żyć. Informowanie świata o swoich planach zaczęła ode mnie. To było jakieś pięć miesięcy temu…

Read More

Czerwone światło

1.

Jestem zmęczona. Jeszcze 10 minut i odpocznę. Zrzucę buty, zdejmę tę kieckę, nienawidzę jej! Otworzę wino… i zapomnę o pracy. Boli mnie kark, wciąż czuję napięcie w mięśniach. To był trudny klient, ale dałam radę. Jeszcze tylko kilkanaście minut i będę w domu. Napuszczę wody do wanny, jakiś olejek, w tle Bocelli. Rozluźnię się. Może poczytam. Zadzwonię do…Och. Co do cholery ten idiota robi?! Czemu ten pedał tak źle działa, co się dzieje?! O rany…Boże! tylko nie to! Niech mu nic nie będzie! Skąd on się tu wziął…Co to jest? Czemu mam mokrą sukienkę?  Te drobinki? To szyba? Co to za tłum? Skąd wzięli się ci ludzie? Czego chcą? Co się stało? Muszę wysiąść i sprawdzić, co z tamtym facetem? Chyba leży na jezdni. Dlaczego nie mogę ruszyć ręką? Czemu nie mogę się poruszyć? Co tak śmierdzi? Muszę mu pomóc. Jest mi zimno…jest mi bardzo zimno. Wysiądę, muszę sprawdzić, nie mam sił. Jeszcze chwila i zbiorę się. Syrena wyje? Aha, karetka jedzie. Muszę zjechać…muszę…

 

2.

Siedzisz nieruchomo. Starasz się oddychać równo, głęboko. Trzymasz się. Wiesz, że stało się coś złego i starasz się o tym nie myśleć. Wyobrażasz sobie, ze biegniesz po łące. Nie ma cię tu, jesteś tam. Patrzysz w niebo, myślisz tylko o gwiazdach. Jedna, druga, o, tam jest Mars. Robisz sobie wycieczkę. Inna atmosfera tu jest, to dlatego tak brakuje ci tchu, ale za to jest tak pięknie. Wszystko inne jest nieważne… I czujesz dotyk obcej dłoni. Wraca ci świadomość. Już  wiesz, gdzie jesteś. Czujesz bój. To przez chwilę…. Wiesz przecież, że minie, bo ból zawsze mija. Czujesz się marnie. To nic, to nic. Zasypiasz. Nie wolno ci! Pamiętasz z ratownictwa, że nie wolno, ale to jest silniejsze od ciebie. Robisz wdech… Liczysz gwiazdy. Skupiasz się, nie chcesz spać, ale…opuszczasz swoje ciało. Ono zostaje tam, gdzie niedawno byłaś ty. A ty ulatujesz. Jesteś wolna.

3.

Trzymał ją za rękę, tylko tyle mógł zrobić. Ktoś wzywał karetkę, ktoś krzyczał. Miała szeroko otwarte oczy. Była taka młoda, taka śliczna i taka przypadkowa. Wiedział, że czegoś chce. Miała w oczach prośbę. Widział krew na jej sukience i kierownicę wciśniętą nienaturalnie w jej ciało. I widział rowerzystę leżącego na jezdni. To był ułamek sekundy, kiedy ten rower wtargnął na jezdnię. Ona nie mogła nic więcej zrobić, poza tym, co zrobiła, odruchowo. Popatrzył na samochód, w który uderzyła. Zobaczył w nim kierowcę z głową bezwładnie zwisającą na piersi. Odwrócił głowę,  Zobaczył rowerzystę wstającego z ziemi. Patrzył z niedowierzaniem, jak tamten podnosi rower, wsiada i wolno rusza, nabiera rozpędu, znika za zakrętem. Patrzył w martwe oczy ślicznej dziewczyny. Jeszcze klika minut temu był tylko przechodniem. Miał czerwone światło, on i rowerzysta, ale to już przeszłość…To był taki piękny dzień…

Powinien wstać i sprawdzić, co dzieje się z tamtym kierowcą. Nie mógł jednak zostawić jej tu samej. Miała zimne dłonie. Chciałby je rozgrzać. Chciałby cofnąć czas.

Rekrutacja

 

–  Co robisz z tym pudełkiem Ninko?Babcia pochyliła się nade mną i przyglądała mi się uważnie.

–  Zdjęcia babciu robię, to mój aparat jest.

To było 30 lat temu. Miałam wtedy 6 lat. Mój ojciec kupił sobie aparat fotograficzny. Był z niego bardzo dumny. Robił nam zdjęcia cały czas, w dzień, w nocy i w każdej sytuacji. Tamtego dnia byliśmy u babci Jadzi. To były jej imieniny, było dużo prezentów, tata robił wszystkim zdjęcia. Zazdrościłam mu. Bardzo chciałam mieć taki aparat, albo chociaż potrzymać przez chwilę to cudo z wielkim okiem i wieloma pokrętłami, ale tata konsekwentnie odmawiał.

–  Za mała jesteś, nie rusz, to drogie jest. Jak podrośniesz to się zobaczy.

Byłam rozczarowana. Rozpłakałam się wtedy żałośnie i uciekłam do kuchni. Na podłodze leżała siatka, pełna porwanego papieru, różnych wstążek, pudełek i pudełeczek. Jedno pudełeczko leżało obok. Było takiej wielkości jak aparat taty. Wzięłam je sobie. Przyłożyłam do oka. Naciskałam wyimaginowany spust, cyk, cyk, kiedy babcia weszła do kuchni i zadała mi pytanie:

 co robisz z tym pudełkiem Ninko?

Read More

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén